Promocja wydawnictwa towarzyszącego 5. edycji wystawy z cyklu "Mistrz i uczniowie" pt. Juliusz Narzyński z Warszawy, z Łodzi

 

„Podczas poprzedzającego egzaminy wstępne przeglądu teczek, z kilku osób wchodzących w skład komisji, zwróciłem uwagę na nieznanego mi profesora, głównie z powodu zawadiackich wąsów jakie nosił, przywodzących na myśl epokę sarmacką. Zdawało mi się, że patrzył na moje prace z życzliwością, co od razu wywołało we mnie odruch sympatii do niego.

Sam egzamin był dla mnie sumą zdarzeń wykraczających poza rozumienie, co mogłoby potwierdzać pogląd, że bez względu na nasze starania i tak wszystko toczy się według zapisanego gdzieś wcześniej planu, odbite na dodatek w krzywym zwierciadle rzeczywistości. Wtedy też odczułem, że mimo wszystko, bogowie (także ci wąsaci) czuwają nade mną. Pozostało po tym zdarzeniu trwałe uczucie sympatii i jakieś zobowiązanie wobec sprawców mojego „ocalenia”.

W czasie pierwszych na studiach wakacji 1988 roku, kupiłem miesięcznik Sztuka Polska (zdaje się, że wychodzący dość krótko), w którym natknąłem się na wywiad z Juliuszem Narzyńskim. Wtedy już wiedziałem, że jest to właściciel owych „sarmackich wąsów”, postać otaczana szacunkiem, a przez wielu studentów grafiki wręcz uwielbiana. Przeczytałem wywiad raz, później drugi i ….. niewiele zrozumiałem. Uderzyło mnie niezwykle wyszukane słownictwo, zdania naszpikowane zwrotami przez które trudno było mi się „przebić”, dotrzeć do ich sensu. Miałem wręcz odczucie, że używane są celowo, by w ten sposób dokonać selekcji czytelników, pokazać elokwencję autora, co w pewnym sensie zniechęciło mnie do niego.

 

 

Andrzej Brzegowy (fragment tekstu z albumu: Juliusz Narzyński z Warszawy, z Łodzi)